Asocjacje

Grudzień 8, 2011

Często spotykam się z sytuacjami, w których gdy słyszę jak na imię własnemu dziecku dali jego rodzice chce mi się śmiać. A to najbardziej bajtowa reakcja. Nierzadko bywa także, że chce mi się płakać, bywam załamany, zażenowany, po prostu nie mogę tego przyswoić. O smaku się ponoć nie kłóci, to co może nie podobać się mnie, pozostali mogą uważać za ideał – i odwrotnie. Sęk jednak w tym, że myślę, iż co poniektóre imiona tak dogłębnie zakorzenione są w naszych głowach, tak jednoznacznie się nam z czymś lub kimś kojarzą, iż wielkim ryzykiem jest nazywanie tak swoich podopiecznych, które na dodatek mają nasze nazwisko. Spotkałem się np. z człowiekiem o imieniu Adolf, i wcale nie był Niemcem. W swym życiu miałem możliwość ścisnąć rękę Albinowi, który ani trochę nie miał śnieżnobiałej skóry a także Alfonsowi, który notabene zarabiał na życie pracując w dzienniku – i nie była to przykrywka. W sferze politycznej Polski często udzielają się również politycy o słodko brzmiących imionach Maria – jest przecież Pan Rokita oraz prezydent Komorowski – czy wam też coś tu nie pasuje? Jeżeli rozchodzi się o kobiety, moja koleżanka ma na imię Genowefa i nawet nie zadawajcie pytania czy ma na nazwisko Pigwa. Jest także Sonia, która kojarzy mi się z niedużym, niegroźnym chomikiem, którego trzyma się w terrarium, no i Żaklina, której imię ledwo co przechodzi mi przez aparat dźwiękowy. Myślę, iż im dłużej i mocniej rodzice główkują nad imionami dla swych dzieci, tym gorsze są tego skutki.

Leave a Reply